Mam wcześniejsze książki Sławomira Cenckiewicza, w tym tą o Annie Walentynowicz, i te o Lechu Wałęsie za bardzo ważne dla propagowania prawdy o najnowszej historii Polski. Za oburzające miałem twierdzenia krytyków tych ksiązek, że tak,, np o jego współpracy z SB, pisać  o Wałęsie nie wolno. Natomiast pewne wątpliwości, budzi we mnie najnowsza książka Cenckiewicza "Wałęsa człowiek z teczki". Pełno w niej opisów dotyczących niskiego poziomu,  niechlubnych zachowań czy karier członków rodziny Wałęsy i jego żony - rodziców , rodzeństwa itp, za które oboje przecież nie odpowiadają. Dużo o  sprawach czysto osobistych damsko- męskich Wałęsy, które zazwyczaj, gdy o nich się wie, pokrywa się dyskretnym milczeniem. W czasie lektury tego rodzaju fragmentów miałem wrażenie, że Cenckiewicz chce jak gdyby już osobiście Wałęsie dopiec, nie jako historyk, tylko być może w odpowiedzi na ataki Wałęsy i innych na siebie. Jednak wahałem się, może wobec postaci tak ważnych dla historii świata, takie wątpliwości - jak moje - nie są na miejscu i życie ich należy prześwietlać jeszcze za ich życia? Szalę za tym, że książka jest jednak nie tylko pisaniem historii, ale także dopiekaniem Wałęsie i trochę prywatną z nim wojną przeważył jeden fakt. Otóż książka zadedykowana jest pamięci Grzegorza Lewandowskiego (1963-1967), przedstawianego jako pozamałżeńskie dziecko Wałęsy, dziecko, które zginęło tragicznie nie z winy ojca. Czy tego rodzaju dedykacja nie jest złośliwością raczej niż pisaniem historii najnowszej Polski?